Mamy awans do IV ligi LLTSA!

20 marca 2026

Ten sezon miał smak czegoś nieuniknionego.

Jeszcze zanim padła pierwsza piłeczka, wszyscy w lidze mówili jedno: to my jesteśmy faworytem. Presja? Ogromna. Bo w sporcie nie ma nic trudniejszego niż wygrywać wtedy, gdy musisz wygrywać.

Przed sezonem

Nie było miejsca na wymówki. Skład wyglądał solidnie, szeroko, z wyraźnym liderem i mocnym zapleczem. Każdy wiedział, jaka jest stawka awans do IV ligi LLTSA. Na treningach nie było przypadkowości. Była intensywność. Była powtarzalność. Była świadomość, że każdy przeciwnik będzie chciał „ugryźć faworyta”. I dokładnie tak było.

Początek dominacji

Pierwsze mecze ustawiły ton całego sezonu. Zwycięstwa przychodziły jedno po drugim. 10:0, 9:1, 8:2 wyniki mówiły same za siebie.

Ale to nie była tylko przewaga sportowa. To była kontrola.

Drużyna grała dojrzale. Bez chaosu. Bez niepotrzebnych emocji. Po kilku kolejkach stało się jasne: jeśli ktoś ma wygrać tę ligę to tylko oni.

Siła lidera

Na czele tej drużyny stał Oleksandr Hribov.

Bilans 40 zwycięstw i tylko 2 porażki mówi wszystko. A trzeba pamiętać, że nie wystąpił w trzech meczach. Gdy był przy stole był praktycznie nie do zatrzymania.

Jego gra dawała drużynie coś więcej niż punkty. Dawała spokój. Pewność, że nawet w trudnym momencie jest ktoś, kto „dowiezie”.

Drugie miejsce w rankingu indywidualnym było tylko formalnością jego poziom wykraczał poza realia tej ligi.

Wsparcie, które robi różnicę

Ale ten sezon nie był historią jednego zawodnika.

Kuba Konieczko zanotował świetny bilans 20–3. Stabilny, pewny, niezwykle skuteczny. Taki zawodnik to fundament drużyny ktoś, na kim można polegać bez względu na sytuację.

Krzysztof Wrona z wynikiem 27–9 dołożył ogromną cegłę do sukcesu. Często grał trudne mecze, często z presją i najczęściej wychodził z nich zwycięsko.

Yelizaveta Drobysh (24–8) była jednym z filarów zespołu. Jej styl gry potrafił rozbijać rytm przeciwników, a zdobywane punkty często przychodziły
w kluczowych momentach.

Kamil Robak (3–4) może nie miał imponującego bilansu, ale jego wkład był ważniejszy, niż pokazują liczby. Każdy punkt zdobyty w trudnym meczu miał znaczenie.

Vladyslav Dzezhats (1–3) również dołożył swoje a w drużynie liczy się każdy, kto jest gotowy wejść i walczyć, gdy zespół tego potrzebuje.

Jedyna rysa

Sezon niemal perfekcyjny.

15 zwycięstw.

1 porażka.

Ten jeden przegrany mecz był jak przypomnienie, że nawet najlepszym zdarzają się chwile słabości. Ale paradoksalnie wyszedł drużynie na dobre.

Po nim wróciła jeszcze większa koncentracja. Jeszcze większa dyscyplina. Jeszcze większy głód wygrywania.

Mecz za meczem

Każde kolejne spotkanie było potwierdzeniem dominacji. Nie było przypadku. Nie było szczęścia. Była jakość. Drużyna nie tylko wygrywała ona narzucała warunki. Rywale często przegrywali jeszcze zanim weszli do hali, wiedząc, z kim przyjdzie im się zmierzyć.

Finał sezonu

Ostatni mecz nie był już walką o awans. Był formalnością. Ale mimo to został rozegrany jak finał. Bo taka była mentalność tej drużyny.

Pełne zaangażowanie. Pełna koncentracja. Zwycięstwo.

Awans

Pierwsze miejsce w lidze stało się faktem.

Awans do IV ligi LLTSA zasłużony, wypracowany, bezdyskusyjny.

To nie była historia „czarnego konia”.

To była historia drużyny, która od początku wiedziała, czego chce i zrobiła wszystko, żeby to osiągnąć.

Co dalej?

Najtrudniejsze dopiero przed nimi.

Bo wejście do wyższej ligi to jedno.

Utrzymanie poziomu to zupełnie inna historia.

Ale patrząc na ten sezon, na liczby, na charakter jedno jest pewne: oni tam nie idą tylko „grać”. Oni idą wygrywać.